Dziewczynka z polany

z 2 komentarze

Wspomnienie z dzieciństwa, lata 80te, dzielnica Wrzeszcz w Gdańsku. Blisko mojego domu był Park Leśny Jaśkowa Dolina, przez wszystkich nazywany lasem.

Moja mama codziennie wyprawiała naszą trójkę na spacer do lasu. To nie był zwykły spacer, to była cała wyprawa. Pamiętam każdy element tej drogi. Najpierw do pokonania miałam schody. Schody były drewniane i skrzypiały przyjemnie. Trochę ich trzeba było pokonać, bo mieszkaliśmy na 3 piętrze wysokiej, starej kamienicy. Potem wciąż po wzniesieniu przez ulicę do lasu. Wejście do lasu było i jest mroczne. Na jego straży stoi wielkie drzewo z zieloną tabliczką. To był znak, że jeszcze kawałek pod górkę i zaraz zaczną się wyścigi, kto zbiegnie najszybciej i ominie wystające korzenie. Zbiegaliśmy na polanę. To była nasza kraina zabaw i uciechy. Moja mama spotykała się tam z koleżankami, z babami z lasu, bo one do tej pory się przyjaźnią. A my spotykaliśmy się z innymi dzieciakami i z pięknem przyrody. Wszyscy razem eksplorowaliśmy nieznane knieje. Do tej pory czuję zapach lasu, ciepło nagrzanych liści i ich zapach, parzenie pokrzyw i strach przed latającą osą lub bakiem. Mój zachwyt, gdy zobaczyłam jeża i smutek na widok martwego kreta.

3

Wokół otaczała mnie żywa przestrzeń. Nasze zabawy były pełne swobody i nieposkromionej ciekawości. Naszym placem zabaw była łąka, kawałek odkrytej ziemi robił za piaskownicę, a konary i drzewa za przeszkody. Bawiliśmy się w błocie, obrzucaliśmy się liśćmi, zjeżdżaliśmy na sankach, a naszym zaprzęgiem w kuligu były nasze mamy. Właśnie na tej polanie zrodziła się moja wielka miłość do przyrody.

Z dziewczynki na polanie stałam się studentką architektury. Na wykładach oglądałam pokazowy modernistyczne realizacje, współczesną architekturę. Była ona piękna, dostojna, choć często szaro- biała. Wysokie budynki, szerokie place, duże przeszklenia, technologia, zatykające dech w piersi konstrukcje- tym żyłam przez okres studiów. W pamięci też noszę zdjęcie współczesnego kompleksu budynków, białe konstrukcje a na środku pustego placu stało jedno, samotne drzewo. Nie potrafię sobie przypomnieć kształtu tych budynków, ale to drzewo stoi mi żywo przed oczami.

Po studiach pracowałam w różnych biurach architektonicznych. Szukałam swojej drogi projektowej. Fundamenty, ściany, stropy, hale garażowe, miejsca parkingowe, komórki lokatorskie, liczenie „pumu” (powierzchni użytkowej mieszkań), przestrzeń pod zieleń traktowana jako zło konieczne. Czułam, że to nie był mój świat. Nie umiałam się w tej konstrukcyjnej rzeczywistości odnaleźć.

Musiałam na nowo poszukać dziewczynki z polany, a raczej to ta dziewczynka z polany przyszła do mnie. Przyszła w postaci niesamowitej okazji, możliwości zaprojektowania „Podleśnej Polany”, polany w moim lesie, w tym samym w którym biegałam jako mała dziewczynka.

Mogłam na nowo wejść w skórę małej dziewczynki, wymyślać sposoby na zabawę dla innych dzieciaków. Teraz z wielką radością mogę patrzeć jak mój synek bawi się na Podleśnej Polanie, jak obok buduje swoje szałasy, albo szuka dziur w które może włożyć patyka. Dla mnie otworzył się całkiem nowy rozdział, nowy rozdział dziewczynki z polany.